Pomoc

Po Ursusie i Radomiu 1976 – narodziny demokratycznej opozycji

Narodziny demokratycznej opozycji były zapewne jedną z najważniejszych długofalowych konsekwencji Czerwca ‘76.

Aby zrozumieć ich genezę, należy cofnąć się do samego protestu i represji, jakie spadły na jego uczestników. Wbrew utartej opinii strajki i demonstracje, jakie miały miejsce 25 czerwca 1976 r. w proteście przeciw próbie wprowadzenia przez władze drastycznej podwyżki cen żywności, nie ograniczyły się do kilku ośrodków. Tego dnia strajkowało łącznie około 70-80 tys. osób na terenie 24 województw. W Radomiu, Ursusie i Płocku robotnicy wyszli z zakładów przemysłowych na ulice, doszło do pochodów i demonstracji, zakończonych starciami z milicją, a w przypadku Radomia dramatycznymi walkami ulicznymi, w których były dwie ofiary śmiertelne.

Ścieżki zdrowia

Przeprowadzanie zatrzymanych przez szpaler funkcjonariuszy milicji i ZOMO, bijących po całym ciele, miało wcześniej miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 r. oraz w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu, ale dopiero od czerwca ‘76 do tej okrutnej represji przylgnęło określenie „ścieżki zdrowia”. Ponieważ brutalność milicji kierowała się nie tylko przeciwko zatrzymywanym, ale również zwykłym przechodniom, trudno, nawet w przybliżeniu, oszacować liczbę pobitych na ulicach. Śmiertelną ofiarą spotkania z milicyjnym patrolem w Radomiu był Jan Brożyna, o którego zabójstwo oskarżono świadków jego pobicia przez milicję. Drugą śmiertelną ofiarą poczerwcowych represji był ks. Roman Kotlarz, który w czasie mszy po 25 czerwca modlił się w intencji robotników. Odpowiedzialność za jego śmierć spoczywa na Służbie Bezpieczeństwa.

Kilkuset zatrzymanych w Radomiu, Ursusie i Płocku stanęło przed kolegiami i sądami, które karały ich z pogwałceniem elementarnych zasad praworządności, najczęściej surowymi karami aresztu. Ze względu na skalę protestu Radom był miastem, na które spadły najsurowsze represje. Od połowy lipca do połowy sierpnia przed Sądem Wojewódzkim w Radomiu toczyły się procesy 25 osób wytypowanych przez władze na „prowodyrów” wydarzeń. Sprawy te nosiły wszelkie znamiona procesów politycznych: wobec oskarżonych zastosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Aby skazać na podstawie drakońskiego artykułu 275 kodeksu karnego, wystarczyło udowodnić, że oskarżony choćby przez kilka minut przebywał na ulicach Radomia w rejonie starć. Osiem osób skazano na kary od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście otrzymało karę 5 do 6 lat, a sześć – 2 do 4 lat. W Ursusie w dwóch głównych procesach skazano siedem osób na kary od 5 do 3 lat więzienia, a w Płocku wobec 18 osób zapadły wyroki od 2 do 5 lat pozbawienia wolności. Najszerszy zasięg miały represje w zakładach pracy, w których 25 czerwca miały miejsce strajki i protesty. Dyscyplinarne zwolnienia objęły w skali całego kraju co najmniej 1500 nierzadko przypadkowych osób, które na skutek obowiązującego zakazu przez kilka miesięcy nie mogły podjąć innej pracy, co w praktyce oznaczało pozbawienie środków do życia. Jeszcze szerszy zasięg, dotykający zapewne kilkunastu tysięcy robotników w całej Polsce, miały represje administracyjne i finansowe.

Protesty Kościoła i intelektualistów

W odróżnieniu od Grudnia ‘70 władze nie strzelały do robotników, ale w epoce odprężenia i dotychczasowego względnie liberalnego wizerunku Polski pod rządami Edwarda Gierka brutalna pacyfikacja protestu i represje, jakie spadły na jego uczestników, były szokiem.  Rozchodzące się stopniowo po kraju wiadomości o tym, co działo się w Radomiu, Ursusie i Płocku, o biciu zatrzymywanych, praktykach kolegiów i sądów, wzbudziły odruch sprzeciwu w wielu środowiskach. Zdecydowanie zareagował Kościół: kardynał Wyszyński wystosował w tej sprawie list do Edwarda Gierka, sekretarz Episkopatu Polski bp Bronisław Dąbrowski informował władze o zaniepokojeniu biskupów sytuacją w Polsce, a publiczne stanowisko Episkopat zajął 9 września w czasie 154. Konferencji Plenarnej, domagając się zaniechania represji wobec robotników biorących udział w protestach oraz apelując o amnestię wobec skazanych. Po bezprecedensowej kampanii protestów przeciwko zmianom w konstytucji na przełomie 1975/1976 r., która zaowocowała umocnieniem poczucia wspólnoty i integracją różnych środowisk opozycyjnych, nie mogły one milczeć wobec prześladowania robotników. W lipcu kilkunastu intelektualistów podpisało listy wyrażające solidarność z robotnikami i potępiające represje, z których największym echem odbiły się: list otwarty Jacka Kuronia do Enrico Berlinguera, sekretarza generalnego Włoskiej Partii Komunistycznej, a zwłaszcza list pisarza Jerzego Andrzejewskiego Do prześladowanych uczestników robotniczego protestu.

Pierwsze rozprawy i komandosi, „Ruch”, literaci, KIK, studenci

W dniach 16–17 i 20 lipca w gmachu Sądu Wojewódzkiego w Warszawie toczyła się pierwsza rozprawa przeciwko robotnikom z Ursusa. W ciągu kilku dni na sądowym korytarzu zebrało się kilkanaście osób z kręgów opozycyjnych, o odmiennych życiorysach i światopoglądzie, ale  połączonych odruchem solidarności z oskarżonymi i potrzebą wyrażenia swojego sprzeciwu wobec rzeczywistości PRL. Byli wśród nich przedstawiciele środowiska „komandosów”, z przeszłością Marca 1968, m.in.: Seweryn Blumsztajn, Jacek Kuroń, Jan Lityński, Adam Michnik, Barbara Toruńczyk; literaci: Jacek Bocheński, Andrzej Kijowski, Jan Józef Lipski; adwokaci: Witold Lis-Olszewski, Jan Olszewski, Stanisław Szczuka, Tadeusz de Virion;  wychowankowie 1. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta – „Czarnej Jedynki”: Urszula Doroszewska, Dariusz Kupiecki, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski; osoby wywodzące się z rozbitej na początku lat 70. nielegalnej organizacji „Ruch”: Marzena Górszczyk, Joanna Szczęsna; studenci: Ludwik Dorn, Stefan Kawalec, Adam Pomorski, Wojciech Ostrowski; związani z warszawskim Klubem Inteligencji Katolickiej: Wojciech Ostrowski, Małgorzata Piotrowska, Henryk i Ludwika Wujcowie oraz m.in. Wojciech Ziembiński i Małgorzata Łukasiewicz.

Od osób bliskich oskarżonym dowiedziano się o brutalności aparatu represji: masowym biciu, drakońskich orzeczeniach kolegiów, dyscyplinarnych zwolnieniach z pracy, dramatycznym położeniu ludzi pozbawionych środków do życia. Dla rodzin oskarżonych spontanicznie zebrano pierwsze pieniądze, a po ogłoszeniu wyroków wręczono wiązanki kwiatów. Kilku adwokatów, mających odwagę bronić w procesach politycznych, ofiarowało swoją pomoc prawną. W akcję zaangażowali się: Andrzej Grabiński, Ewa Milewska-Celińska, Witold Lis-Olszewski, Jan Olszewski i Władysław Siła-Nowicki, Stanisław Szczuka, Jacek Taylor.

Systematyczna akcja pomocy

Wieczorem 17 lipca, w czasie spotkania części osób, które były w sądzie, zdecydowano, aby nie poprzestawać na jednorazowym geście solidarności i przekształcić go w systematyczną akcję pomocy. Z inicjatywy Antoniego Macierewicza do rodzin represjonowanych w Ursusie jeździła grupa harcerzy z „Czarnej Jedynki” oraz związanej z nią „Gromady Włóczęgów” – m.in. Wojciech Fałkowski, Dariusz Kupiecki, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz. Henryk Wujec wciągnął do akcji kilkoro znajomych z warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.

Podstawowym problemem było przełamanie nieufności rodzin represjonowanych wobec obcych ludzi, którzy ofiarowali im pieniądze, kontaktowali z adwokatami czy w razie potrzeby szukali lekarza. W miarę zdobywania nowych informacji rosła liczba osób potrzebujących pomocy, zwłaszcza gdy w sierpniu z więzień zwolniono większość skazanych przez kolegia robotników, którzy podali adresy swoich współtowarzyszy z cel. Akcja pomocy represjonowanym w Radomiu rozpoczęła się we wrześniu. Jako pierwszy pojechał tam, dysponując zaledwie jednym adresem, Mirosław Chojecki, później do Radomia jeździli m.in. Grzegorz Boguta, Andrzej Rosner, Bogdan Zawada, a także Zofia i Zbigniew Romaszewscy, którzy po dekonspiracji Chojeckiego przejęli organizację wyjazdów grupy „radomskiej”, liczącej w momencie kulminacyjnym kilkadziesiąt osób. Stosunkowo szybko okazało się, że sytuacja w Radomiu jest dużo gorsza niż w Ursusie, większy zakres i brutalność represji, a tym samym i większe potrzeby. Starano się określić liczbę zabitych w czasie zajść i wyjaśnić okoliczności ich śmierci; próbowano również ustalić prawdziwe przyczyny śmierci Jana Brożyny i ks. Romana Kotlarza. Zdawano sobie sprawę, że pomoc, jaką rozdysponowano do końca września, była zaledwie kroplą w morzu potrzeb. 

23 września 1976 – Komitet Obrony Robotników

W środowiskach opozycyjnych już wiosną mówiło się o utworzeniu komitetu, który powinien zająć się walką o przestrzeganie praw obywatelskich. Jego powołanie jesienią 1976 r. było potrzebne, aby uwiarygodnić niosących pomoc wobec rodzin represjonowanych oraz nadać większą skalę zbiórce pieniędzy. Komitet złożony z osób znanych i o dużym autorytecie miał też stanowić rodzaj parasola ochronnego dla jeżdżących do Ursusa i Radomia w przypadku działań represyjnych. Komitet Obrony Robotników powstał 23 września 1976 r. W Apelu do społeczeństwa i władz PRL jego sygnatariusze zapowiadali niesienie represjonowanym pomocy prawnej, finansowej, lekarskiej, a także gromadzenie i publikowanie informacji o represjach i przypadkach łamania praw człowieka. KOR domagał się amnestii dla wszystkich uwięzionych oraz przywrócenia do pracy dyscyplinarnie zwolnionych uczestników protestu. W momencie założenia liczył 14 członków; w następnych miesiącach dołączyło jeszcze kilka osób. Należeli do niego m.in. wybitni intelektualiści, adwokaci, członkowie przedwojennej PPS, działacze Polskiego Państwa Podziemnego z lat wojny, opozycjoniści – Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Bogdan Borusewicz, Mirosław Chojecki, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Halina Mikołajska, Piotr Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki i Aniela Steinsbergowa.

Powstanie KOR, działającej jawnie organizacji społecznej, nie miało precedensu. Jego działalność, mająca charakter ruchu obywatelskiego koncentrującego się na walce z poczerwcowymi represjami, różniła się skalą i nagłośnieniem od dotychczasowych form aktywności środowisk opozycyjnych. Zapoczątkowała ona rozwój demokratycznej opozycji, przełamującej monopol komunistycznych władz w działalności informacyjnej, wydawniczej, naukowej. Z pieniędzy trafiających do KOR, zbieranych i przekazywanych najczęściej z rąk do rąk, do września 1977 r. pomocy udzielono ponad 600 rodzinom z Radomia, Ursusa, Płocka, Gdańska, Grudziądza, Łodzi w wysokości ponad 3,1 mln zł. Wraz z powołaniem komitetu rozpoczęto wydawanie „Komunikatu KOR” – pierwszego pisma drugiego obiegu w Polsce, w którym ujawniano represje, informowano o działaniach komitetu, liczbie osób objętych pomocą i przekazanych im pieniądzach. Nadawanie rozgłosu represjom w kraju i za granicą, poprzez nacisk wywierany w ten sposób na władze, przyczyniało się do łagodzenia polityki karnej. Służyło temu wizytowanie procesów przez związanych z komitetem obserwatorów, co miało świadczyć o moralnym wsparciu i solidarności z sądzonymi, ale także ograniczać gorliwość prokuratorów i sędziów. KOR apelował o wysyłanie do Sejmu i władz skarg osób poszkodowanych oraz listów zbiorowych z żądaniem zaniechania represji i powołania specjalnej komisji do zbadania przypadków łamania prawa. Sukcesem komitetu był skierowany do naczelnych władz PRL list podpisany przez 889 robotników „Ursusa”. W ciągu kilku miesięcy listy do władz podpisało kilka tysięcy osób, co było zapewne największą kampanią tego typu w dziejach PRL. Warto wymienić listy podpisane przez 65 osób pobitych w Radomiu, 34 profesorów, 304 ludzi nauki i kultury, około 2 tys. studentów z dużych ośrodków akademickich. O działalności komitetu systematycznie informowano korespondentów zagranicznych (nawet na konferencjach prasowych). Informacje przekazywano telefonicznie mieszkającym za granicą przyjaciołom, którzy nagłaśniali je w zachodnich mediach. Dużą rolę w spopularyzowaniu KOR i akcji pomocy represjonowanym na Zachodzie odegrał też przebywający za granicą Adam Michnik.

Jawny, ale nielegalny

KOR działał jawnie, ale był uznawany za organizację nielegalną przez władze, które zdawały się zaskoczone akcjami solidarności z represjonowanymi i nasileniem działalności opozycyjnej. Komitet i jego wystąpienia były ignorowane, ale bynajmniej nie bagatelizowane przez aparat bezpieczeństwa, zaniepokojony integracją środowisk opozycyjnych, a przede wszystkim nawiązaniem przez nie kontaktów z robotnikami. Mimo wahań, władze nie zdecydowały się na radykalną rozprawę z opozycją, obawiając się ekonomicznych konsekwencji, utraty liberalnego wizerunku, jaki Polska Gierka miała na Zachodzie – znaczenie tego czynnika rosło w miarę narastania kryzysu gospodarczego w PRL. W walce z opozycją nie sięgnięto więc do procesów sądowych i wieloletnich wyroków, ale wachlarz środków był szeroki: zatrzymania, przesłuchania, rewizje, zwolnienia z pracy, represje administracyjne (m.in. kolegia), złośliwe szykany i działania zastraszające – ostentacyjna inwigilacja, anonimy z pogróżkami, uszkadzanie samochodów, najścia, a nawet pobicia. Dotykały one członków i współpracowników KOR, obserwatorów przyjeżdżających na procesy, broniących w nich niezależnych adwokatów, osoby represjonowane, do których dotarli wysłannicy KOR, lub te, które podpisały skargi kierowane do władz. Represją wymierzoną w twórców zaangażowanych w działalność opozycyjną było uniemożliwienie publikowania, występowania w radiu i telewizji czy wyjazdu za granicę.

Pierwsze ustępstwa władzy

Na skutek nacisku władze stopniowo rewidowały politykę represji. Większość skazanych robotników uwolniono we wrześniu, ale pod koniec stycznia 1977 r. w więzieniach przebywało jeszcze 58 osób, w tym 51 skazanych w związku z protestem w Radomiu, 4 – w Płocku i 3 w Ursusie. Aby zlikwidować punkt zapalny w lutym ogłoszono akt łaski; w maju 1977 r. pozostało w więzieniach zaledwie 5 skazanych w związku z czerwcowym protestem. Uznając amnestie lutową za krok w dobrym kierunku, KOR zapowiedział, że nie rozwiąże się do momentu amnestionowania wszystkich uwięzionych, przywrócenia do pracy zwolnionych, ujawnienia rozmiarów represji i ukarania winnych naruszania prawa i bicia robotników.

Śmierć Pyjasa i lipcowa amnestia

7 maja 1977 r. w Krakowie znaleziono zwłoki studenta i współpracownika KOR Stanisława Pyjasa, co wstrząsnęło środowiskami demokratycznej opozycji. Zorganizowano obchody żałobne, m.in. przemarsz ulicami Krakowa z czarnymi chorągwiami. Władze wróciły do pomysłów na radykalne pozbycie się opozycji: zatrzymano kilkunastu członków i współpracowników KOR, a dziewięciu aresztowano, co zdawało się zapowiadać procesy polityczne i zaostrzenie represji. To zaś sprowokowało protesty, z których najbardziej znana była trwająca tydzień głodówka w kościele św. Marcina w Warszawie, zorganizowana nie tylko w obronie aresztowanych opozycjonistów, ale także w intencji uwolnienia ostatnich uwięzionych robotników. Po okresowym zaostrzeniu kursu władze ustąpiły. Na mocy amnestii, ogłoszonej w lipcu 1977 r. pod pretekstem kolejnej rocznicy powstania Polski Ludowej, wypuszczono z więzień aresztowanych działaczy KOR oraz ostatnich skazanych w związku z protestem w czerwcu 1976 r. Ustępstwo to może świadczyć, że przynajmniej w części aparatu władzy pogodzono się z faktem istnienia opozycji w dłuższej perspektywie czasu, co określiło politykę wobec opozycji do końca lat 70.

KOR działa nadal, powstanie ROPCiO

Wraz z wypełnieniem postulatów, ogłoszonych we wrześniu 1976 r. w chwili zawiązywania KOR, wyczerpała się jego dotychczasowa formuła – zachodziła potrzeba rozszerzenia działalności i przesunięcia jej ciężaru na kwestię przestrzegania praworządności i praw człowieka. Zmiany te znalazły odzwierciedlenie w przekształceniu 29 września 1977 r. KOR-u w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”, stawiający sobie za cele: walkę z represjami stosowanymi z powodów politycznych, światopoglądowych, wyznaniowych i pomoc ludziom z tych powodów szykanowanym, walkę o instytucjonalne zapewnienie praw i wolności obywatelskich oraz popieranie inicjatyw sprzyjających realizacji praw człowieka i obywatela. Podobne cele stawiało przed sobą powołane w marcu 1977 r. drugie niezależne ugrupowanie – Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, organizacja o bardziej prawicowym charakterze, kładąca szczególny nacisk na wartości niepodległościowe. Otwierał się nowy etap w działalności demokratycznej opozycji.

 

Paweł Sasanka